Każdego dnia powtarzam wielokrotnie podstawowe techniki.

KM: Kiedy, z kim i gdzie zaczynałeś ćwiczyć?
N: Treningi rozpocząłem pod Sylvio Behringiem jako sześciolatek. Ćwiczyłem jakieś półtora roku w miejscu mojego zamieszkania, po czym miałem przerwę i wróciłem do jiu-jitsu w wieku czternastu lat. Znów trenowałem w miejscu zamieszkania, ale tym razem z Jorge Pereirą z Carlson Gracie Team. Po dwóch latach przeniosłem się do Gracie Barra, gdzie nauczali Carlinhos i Renzo - wspaniali ludzie i nauczyciele. To wtedy rozpoczęła się moja kariera zawodnicza.
KM: Czy oprócz jiu-itsu ćwiczyłeś także inne sztuki walki?
N: Tak, ćwiczyłem karate, boks i muay thai. Myślę, że te sporty walki bardzo dobrze uzupełniają jiu-jitsu i w żaden sposób z nim nie kolidują, ale moją główną pasją było zawsze bjj. Dziwi mnie to, że często bardzo dobrzy zawodnicy bjj potrenują trochę kick-boxing i zamiast robić w walce to, co robili przez dziesięć czy piętnaście lat, czyli to, w czym są naprawdę dobrzy i co jest ich specjalnością, robią kompletnie inne rzeczy.
KM: Czy w młodości zapowiadałeś się na dobrego zawodnika?
N: Bynajmniej. Początki były straszne. Gdy Sylvio i Marcelo zabrali mnie i mojego brata na nasze pierwsze zawody, byłem tak zdenerwowany, że nie opuszczałem ani na chwilę moich rodziców, kurczowo się ich trzymając. Moj brat walczył i zwyciężył, ale niestety nie dodało mi to ani otuchy ani większej odwagi. Kiedy wyczytano moje nazwisko, byłem przerażony. Wczepiłem się w nogę ojca i żadna siła nie była wstanie mnie od niej oderwać. Do dzisiaj pamiętam, z jaka ulgą odetchnąłem, wiedząc że nie muszę już walczyć.
KM: Jak to wpłynęło na Twoje późniejsze starty?
N: To była naprawdę wartościowa lekcja, która nauczyła mnie, że każdy czuje strach i niepewność, i że każdy z nas musi dać z siebie wszystko, żeby sobie z tym uczuciem poradzić. Może się nie udać za pierwszym, drugim, dziesiątym razem, ale trzeba stanąć i nie poddawać się - inaczej strach nas zniewoli. Ciągle stawając z nim twarzą w twarz, oswajamy się z nim. Lata ciężkiego treningu na macie dały mi pewność siebie i zaufanie we własne możliwości, zaufanie, które płynie z naszego doświadczenia, pokonuje nasz strach i niepewność.
KM: Masz wspaniały styl, prezentujesz naprawdę piękne jiu-jitsu. Jak to robisz?
Z pewnością duże znaczenie mają cechy fizyczne, bo jestem bardzo elastyczny. To z pewnością mi pomaga, zwłaszcza podczas pracy gardą. Staram się też nie używać siły. Gdy czuję siłę, zawsze staram się ją obejść, dlatego moje ruchy są płynne.
KM: Należysz do grupy zawodników nazywanych popularnie „finisher” lub „tapper”, którzy starają się kończyć walkę przed czasem przez poddanie, a nie grać na punkty. Jak zdobyłeś takie umiejętności?
N: Kiedy dorastałem, słyszałem o stylu walki prezentowanym przez Ricksona, który wszystkich poddawał. Jego nie interesowały punkty, tylko poddania. Punkty były jedynie konsekwencją takiego stylu walki. Tak naprawdę, to tylko wygrana poprzez poddanie jest prawdziwym zwycięstwem. Bardzo mi się podobała taka filozofia i sam także chciałem walczyć w ten sposób. Umiejętność poddawania ćwiczę w ten sposób, że zakładam na przykład, że w tym tygodniu będę kończył tylko duszeniem z przodu, w następnym balachą z gardy, później dźwignią na bark itd.,itd. Ograniczając swój arsenał, powodujesz, że mocniej i głębiej wnikasz w problem, dowiadujesz się wiele o tym, jak się ustawić, jaki jest najlepszy timing, jak przygotować sobie akcję. Ćwicząc tylko jedną technikę naprawdę ją doskonalisz.
KM: A jak wprowadzasz w życie swoje „markowe” pozycje, jak je wymyślasz?
N: Nowe pozycje po prostu zdarzają się podczas kulanek, a ja je dostrzegam. Następnie próbuję takiej pozycji użyć na białym pasie, ponieważ wiem, że będę mógł ją wykorzystać wielokrotnie, a tym samym dobrze ją przećwiczyć. Z czarnym pasem nie mógłbym tego zrobić prawdopodobnie nawet dwóch razy. Kiedy już łatwo używam jej z białym, to to samo robię z niebieskimi i purpurami tak długo, aż poczuję, że zrobię to także na czarnym pasie. Chciałbym jednak zastrzec, że nie każdy może tworzyć nowe techniki. Ja to robię, ponieważ na najwyższym poziomie musisz przeciwnika czymś zaskoczyć, ale aby tworzyć, potrzeba wielu lat treningu oraz szlifowania podstawowych technik oraz ich głębokiego zrozumienia. Proszę mi wierzyć, że każdego dnia powtarzam wielokrotnie podstawowe techniki.
KM: Jakich porad udzieliłbyś początkującym?
Najważniejsze, to mieć wewnętrzną dyscyplinę oraz ściśle trzymać się poleceń doświadczonych instruktorów. To pozwoli początkującym zaoszczędzić mnóstwo czasu i wyeliminować wiele błędów, jakie kiedyś z pewnością robili ich nauczyciele. Młodzi zawsze myślą, że wiedzą wszystko, ale po dwudziestu latach okazuje się, że wiedzą niewiele więcej niż wtedy, kiedy zaczynali. Wiem to na własnym przykładzie! Na przykład każdy początkujący chciałby się nauczyć na każdym treningu kilku nowych technik. On nie chce powtarzać w kółko podstawowych technik, ponieważ jest to nudne i męczące. Jednak po wielu latach sam zauważa, że sekretem dojścia do mistrzostwa jest ciężka praca nad podstawami.
KM: Jakimi cechami powinien odznaczać się dobry zawodnik?
N: Na to na pewno składa się wiele rzeczy, ale podstawa to dyscyplina i pokora. Jeśli zawodnik myśli, że wszystko, co ma do zrobienia, to ciężko trenować, to się grubo myli. Musi mieć otwarty umysł i ciągle się uczyć. Niektórzy ciągle powtarzają to samo i nie zauważają, że walka ewoluuje, że wciąż powstają nowe techniki.Wiele razy widzialem na zawodach, jak tacy ludzie byli zaskakiwani i poddawani na przykład jakimś nowym duszeniem. Chcąc uniknąć takiej sytuacji, musimy nauczyć się tego duszenia i znaleźć metodę, jak go uniknąć.
KM: Kogo najbardziej podziwiasz? Kto miał największy wpływ na twoje jiu-jitsu?
N: Jak już wspomniałem, najbardziej podziwiam Ricksona, którego jiu-jitsu uważam za najskuteczniejsze. Ale najpiękniejsze jiu jitsu ma dla mnie dzisiaj Renzo, który zresztą wiele nauczył mnie na temat gardy, pokazał, że trzeba ruszać się z boku na bok, pracować równie dobrze lewą jak i prawą strona, a szczególnie zwrócił moją uwagę na motylą gardę.
KM: Niedawno rozpocząłeś także karierę w mma. Pokonałeś dwóch wspaniałych fighterów Johila Oliviera i Kazushiego Sakurabę.
N: Przed walką z Sakurabą wielu mówiło: „nie obawiaj się go, on już nie jest tak dobry, jak kiedyś”. Niestety, tak nie jest. Owszem, Sakuraba miał kilka poważnych kontuzji, co spowodowało przerwę w treningach, ale nadal jest znakomitym fighterem. Szczerze mówiąc, był najlepszym zawodnikiem, z jakim walczyłem. Jego umiejętnosci kickbokserskie są pierwszej klasy, nawet porównując go do zawodników walczących w K-1. Jego umiejętności w parterze też są bardzo dobre, zwlasza obronne - nie jest tak dobry w poddaniach, ale wie, jak się przed nimi bronić. W ringu jest bardzo spokojny i nie traci głowy w trudnych sytuacjach, czasem jednak gra pod publikę, co zresztą publiczność uwielbia, ale to powoduje że na chwilę traci koncentrację. Tak właśnie stało się w naszej walce. Po tym, jak otrzymałem precyzyjne uderzenie, które złamało mi nos, Saku myślał, że jest już po walce i się zdekoncentrowal. Wyłapałem ten moment i zakończyłem walkę nokautując go ciężkim uderzeniem kolanem w twarz.
KM: Czym dla ciebie jest jiu-jitsu?
Prawdziwym przesłaniem bjj jest posiadanie szacunku dla siebie i dla innych. Szacunek dla partnera treningowego tworzy unikalny klimat, który każdy tak bardzo docenia i lubi na treningach bjj. Ciężki trening z całą pewnością ma wpływ na poprawę naszej codziennej egzystencji.
Rozmawiał: Karol Matuszczak |